PowrótSportowy sierpień 2026: wielki powrót do gry
Sierpień to szczególny miesiąc w sportowym kalendarzu. Część kibiców wciąż wypoczywa gdzieś nad morzem, piłkarze stopniowo zamieniają przedsezonowe sparingi na mecze, w których każdy stracony punkt naprawdę już boli, NHL nadal żyje przede wszystkim transferami i kontraktami, a świat sportów motorowych budzi się po letniej przerwie.
W 2026 roku zdecydowanie nie było jednak mowy o spokojnym oczekiwaniu na jesień.
Europejska piłka klubowa rozpoczęła nowy sezon i już w ciągu kilku dni ponownie przypomniała nam, że letnie prognozy mają mniej więcej taką samą trwałość jak lody w sierpniowym słońcu. Arsenal i Manchester City rozpoczęły rozgrywki w Anglii od zwycięstw, Liverpool wciąż czekał na pierwszą wygraną, a Manchester United otrzymał bardzo nieprzyjemną lekcję od beniaminka. Barcelona i Real Madryt natychmiast wrzuciły w Hiszpanii wyższy bieg, Bayern otworzył sezon w Niemczech pięcioma golami, a we Włoszech zaczęła tworzyć się liczna grupa kandydatów do mistrzostwa.
Hokej nie wszedł jeszcze w swój tradycyjny rytm meczowy, ale NHL przyniosła historyczny kontrakt Cale’a Makara, a Europa Środkowa obserwowała emocjonalne pożegnanie Zdeno Cháry.
A sporty motorowe? Formuła 1 zaoferowała w Zandvoort weekend pełen zwrotów akcji, natomiast MotoGP wróciło po przerwie do Aragónu, gdzie Marc Márquez jasno pokazał, że walki o tytuł zdecydowanie nie uważa jeszcze za zakończoną.
Taki właśnie był sportowy sierpień 2026 roku.
PIŁKA NOŻNA: Nowy sezon, stare ambicje i pierwsze zimne prysznice
Europejska piłka klubowa wróciła w sierpniu na dobre. Premier League, La Liga, Bundesliga, Serie A oraz Ligue 1 rozpoczęły sezon 2026/27, a niektórym faworytom wystarczyło zaledwie kilkadziesiąt minut, aby pokazać, że przez lato zdecydowanie nie zapomnieli, jak gra się w piłkę.
Inni być może zaczęli już zastanawiać się, czy okres przygotowawczy nie powinien potrwać jeszcze kilka tygodni.
Premier League: Arsenal i City bez potknięcia, Liverpool szuka zwycięstwa
Nowy sezon w Anglii rozpoczął się 21 sierpnia, a jednym z pierwszych zespołów, które ruszyły do gry, był broniący tytułu Arsenal.
Rywalem było beniaminek Coventry City, a londyński klub nie pozwolił na żadną niespodziankę. Zwycięstwo 3:0 było dokładnie takim początkiem, jaki Mikel Arteta mógł sobie wymarzyć. Do siatki trafili Kai Havertz, Bukayo Saka i Martin Ødegaard, a Arsenal już od pierwszej kolejki wyglądał jak drużyna, która nie zamierza oddawać mistrzowskiej pozycji.
Pod koniec miesiąca przyszła trudniejsza próba na boisku Aston Villi. Tym razem nie było strzeleckiego widowiska, ale właśnie takie mecze często decydują o tym, kto wiosną podnosi trofeum. Jedynego gola zdobył Saka, a Arsenal wygrał 1:0. Po dwóch spotkaniach miał więc sześć punktów i bilans bramkowy 4:0.
Manchester City również pozostał bez straty punktu. W drugim sierpniowym meczu pokonał na wyjeździe Crystal Palace 4:1, a duet Erling Haaland – Rayan Cherki zdobył wszystkie cztery bramki City. Obaj trafili po dwa razy.
Jeśli Arsenal i City natychmiast uruchomiły silniki, Liverpool w sierpniu raczej trzymał swój na wolnych obrotach.
Dwa razy 2:2. Najpierw na boisku Newcastle, a następnie u siebie przeciwko Nottingham Forest. Dla klubu, który chce walczyć o najwyższe miejsca, oczywiście nie jest to katastrofa. Cztery stracone punkty z sześciu możliwych są jednak już ostrzeżeniem, że nowy Liverpool pod wodzą Andoniego Iraoli będzie potrzebował czasu.
Jeszcze większy szok czekał Manchester United.
Hull City wróciło do Premier League po dziewięciu latach i zamiast ostrożnie oswajać się z elitą, pokonało United 2:0. Dla Hull było to pierwsze ligowe zwycięstwo nad Manchesterem United od 52 lat. United przez większość spotkania utrzymywało się przy piłce, ale futbol ma jedną nieprzyjemną cechę: punktów za posiadanie piłki nadal się nie przyznaje.
Chelsea rozpoczęła natomiast erę Xabiego Alonso od zwycięstwa. Londyńskie derby na boisku Fulham przyniosły pięć bramek i wygraną Chelsea 3:2. João Pedro otworzył wynik już po 31 sekundach, a The Blues pokazali sporo jakości w ofensywie, choć ich defensywa zdecydowanie nie zapewniła nowemu trenerowi całkowicie spokojnego popołudnia.
A Tottenham? Już w pierwszej kolejce dostał bardzo bolesną lekcję. Brentford wygrał 3:0. Po ogromnych letnich inwestycjach zdecydowanie nie był to wynik, który kibice Spurs chcieliby powiesić sobie na lodówce.
Angielski sierpień zasugerował więc dwie rzeczy. Arsenal i Manchester City wyglądają na gotowe. A za ich plecami sytuacja może być znacznie bardziej szalona.
La Liga: Barcelona uruchomiła lawinę goli, Real odpowiedział tym samym
W Hiszpanii w sierpniu rozegrano już trzy kolejki, a dwie największe marki rozgrywek nie pozwoliły nikomu długo zastanawiać się, kto ponownie znajdzie się w gronie głównych faworytów.
Barcelona wygrała wszystkie trzy spotkania.
Najpierw rozbiła Elche 5:0, później u siebie pokonała Athletic Bilbao 2:0, a ostatni sierpniowy wieczór przyniósł kolejne strzeleckie widowisko – 5:2 z Rayo Vallecano.
Właśnie ostatni mecz miesiąca był idealną reklamą ofensywnej Barcelony.
Rayo nawet objęło prowadzenie, ale później do działania ruszył duet Raphinha – Lamine Yamal. Obaj zdobyli po dwie bramki, a Barcelona zakończyła sierpień z dziewięcioma punktami i czternastoma golami strzelonymi w trzech spotkaniach.
Lamine Yamal w meczu z Rayo zdobył również swojego 50. gola dla pierwszego zespołu Barcelony. Jak na piłkarza w jego wieku jest to liczba, która każe człowiekowi sprawdzić, czy przypadkiem ktoś nie pomylił kalendarza.
Real Madryt zdecydowanie jednak nie pozostał z tyłu.
Real Sociedad został pokonany 4:1, a następnie Málaga wyjechała po porażce 0:4. Real zakończył więc sierpień z dziewięcioma punktami, podobnie jak Barcelona, a hiszpańska liga bardzo szybko otrzymała znajomy scenariusz: Madryt i Barcelona usadowiły się z przodu, a reszta stawki zaczęła zastanawiać się, jak długo będzie w stanie dotrzymać im kroku.
Atlético Madryt również pokazało swoje ambicje. Najpierw pokonało Málagę 2:0, a następnie wygrało w Sewilli 3:1.
Oczywiście mistrzostwa nie zdobywa się w sierpniu. Pierwsze tygodnie w Hiszpanii pokazały jednak, że każdy, kto chce zakłócić tradycyjny pojedynek gigantów, będzie musiał naprawdę szybko biec.
Barcelona i Real już rozpoczęły sprint.
Bundesliga: Bayern rozpoczął od pięciu goli, Leverkusen przegrał z beniaminkiem
Niemcy musieli czekać na rozpoczęcie ligi aż do ostatniego sierpniowego weekendu.
Bayern Monachium postanowił jednak wynagrodzić kibicom oczekiwanie.
Aktualny mistrz pokonał Stuttgart 5:1. Krótko po przerwie wynik wciąż brzmiał 1:1, ale później Bayern dołożył kolejne cztery gole.
Jeśli ktoś oczekiwał powolnej rozgrzewki faworyta, nie doczekał się.
Borussia Dortmund również wykonała swoje zadanie i pokonała Hamburger SV 2:0. RB Lipsk wygrał natomiast 3:0 z Borussią Mönchengladbach.
A później przyszła kolej na Bayer Leverkusen.
Wyjazd do beniaminka Elversbergu na papierze wyglądał jak jeden z tych meczów, w których kibic faworyta oczekuje trzech punktów i bardziej zastanawia się nad stylem zwycięstwa niż nad samym wynikiem.
Elversberg wygrał jednak 3:2.
Pierwszy weekend Bundesligi natychmiast przyniósł więc rezultat przypominający, dlaczego w piłkę nożną nie gra się w Excelu.
Udany start zanotował również Freiburg, wygrywając 4:1 z Werderem Brema, a Augsburg pokonał powracające Schalke 3:0.
Po jednej kolejce oczywiście nie można wyciągać daleko idących wniosków. Bayern wyglądał jednak bardzo przekonująco, a konkurencja już od pierwszego weekendu wie, że niemiecki gigant zdecydowanie nie zamierza czekać, aż pozostali się rozgrzeją.
Serie A: Inter, Juventus i Milan bez straty punktu, Napoli już się potknęło
Włoska Serie A rozpoczęła się dopiero w drugiej połowie sierpnia, ale pierwsze dwie kolejki dostarczyły wystarczająco dużo materiału do dyskusji.
Broniący tytułu Inter otworzył sezon zwycięstwem 4:1 nad Monzą, a następnie wygrał 1:0 w Cagliari. Decydującą bramkę w drugim spotkaniu zdobył Hakan Çalhanoğlu już w dziewiątej minucie.
Juventus również rozpoczął od dwóch zwycięstw. Po wygranej 1:0 z Frosinone przyszło domowe zwycięstwo 2:0 nad Parmą. Co ciekawe, spotkanie rozstrzygnęli zawodnicy wchodzący z ławki – Nico González i Teun Koopmeiners.
AC Milan także wygrał swoje pierwsze dwa mecze i po sierpniowej części rozgrywek znalazł się w gronie drużyn z kompletem punktów.
Znacznie gorsze nastroje panowały w Neapolu.
Napoli rozpoczęło pod wodzą Massimiliano Allegriego zwycięstwem 2:0 nad Genoą, ale u siebie przeciwko Como przyszła porażka 1:2. Decydującego gola zdobył Tasos Douvikas po błędzie defensywy gospodarzy.
Właśnie Como może stać się jedną z przyjemniejszych historii nowego sezonu. Klub, który w poprzednich rozgrywkach wywalczył awans do europejskich pucharów, pokazał w Neapolu, że nie chce być jedynie sympatycznym dodatkiem do tradycyjnych potęg.
Pod koniec sierpnia we Włoszech uformowała się więc szeroka grupa ambitnych klubów. Inter, Juventus, Milan i Lazio miały po dwóch kolejkach po sześć punktów, podczas gdy Napoli musiało już nadrabiać pierwszą stratę.
Jeśli Serie A w ostatnich latach coś naprawdę potrafi, to tworzyć skomplikowane historie walki o mistrzostwo. Sierpień 2026 zdecydowanie nie sugerował, że ten sezon będzie wyjątkiem.
Ligue 1: PSG straciło cztery punkty, Monaco ani jednego
We Francji początek sezonu przyniósł być może największą niespodziankę wśród europejskich gigantów.
Paris Saint-Germain nie wygrało żadnego z pierwszych dwóch spotkań.
PSG rozpoczęło od remisu 2:2 w Rennes, a następnie powtórzyło ten sam wynik na boisku Lille. Po dwóch meczach miało więc zaledwie dwa punkty.
W długim sezonie oczywiście nie jest to żadna tragedia. W przypadku drużyny przyzwyczajonej do dominowania we francuskiej lidze cztery stracone punkty z sześciu możliwych natychmiast przyciągają jednak uwagę.
Monaco natomiast nie straciło nic.
Najpierw wygrało 1:0 w Le Havre, a później u siebie pokonało Marsylię 2:0. Po dwóch kolejkach było jedynym zespołem z kompletem punktów.
Marsylia rozpoczęła przy tym sezon efektownym zwycięstwem 4:0 nad Strasbourgiem, więc porażka w Monako była bardzo szybkim powrotem na ziemię.
Bardzo szalony mecz rozegrało również Lens, które w pierwszej kolejce pokonało Auxerre 5:2.
Francuski sierpień postawił więc interesujące pytanie: czy obserwujemy tylko wolniejszy start PSG, czy tym razem naprawdę może powstać prawdziwa walka o mistrzostwo?
Na odpowiedź jest oczywiście zdecydowanie za wcześnie. Monaco zrobiło jednak do tej pory dokładnie to, co może zrobić rywal PSG – wygrywać własne mecze i czekać, ile razy faworyt się potknie.
HOKEJ: Lód jeszcze spał, ale NHL zdecydowanie nie
Sierpień nie jest miesiącem, w którym kibic hokeja nie nadąża z przełączaniem między dziesięcioma meczami NHL.
Zawodnicy zbierają siły, trenerzy układają składy, generalni menedżerowie liczą dolary, a kibice rozpoczynają tradycyjną letnią dyscyplinę: przekonywanie samych siebie, że właśnie w tym roku ich drużyna z pewnością wykonała wszystkie właściwe ruchy.
Mimo to sierpień 2026 przyniósł kilka naprawdę znaczących wydarzeń.
Cale Makar przepisał finansową historię NHL
Największa wiadomość nadeszła z Kolorado.
Cale Makar podpisał z Colorado Avalanche ośmioletni kontrakt o wartości 163,2 miliona dolarów. Średnio 20,4 miliona dolarów za sezon oznacza, że został pierwszym zawodnikiem w historii NHL z umową przekraczającą granicę 20 milionów dolarów rocznie.
Dla Colorado oznacza to przede wszystkim długoterminowe zabezpieczenie jednego z najlepszych obrońców swojego pokolenia.
Dla reszty NHL oznacza coś innego: nowy cennik.
Od tego momentu kontrakty elitarnych obrońców będą porównywane z umową Makara, a zawodnicy tacy jak Quinn Hughes czy Zach Werenski mają bardzo dobry powód, aby z uśmiechem obserwować rozwój salary cap.
Sierpniowy rynek był spokojniejszy, największą pracę wykonano już w lipcu
Największa burza transferowa w NHL tradycyjnie przeszła w okolicach 1 lipca. Sierpień był znacznie spokojniejszy.
Pittsburgh podpisał na przykład z Ville Koivunenem ośmioletni kontrakt o wartości 32 milionów dolarów. Długa umowa ze średnią wartością czterech milionów dolarów rocznie jest ze strony Penguins zakładem na dalszy rozwój młodego napastnika.
Dużych wymian w sierpniu było niewiele. Anaheim pozyskało Cruza Luciusa z Pittsburgha, a Detroit sprowadziło Suttera Muzzattiego z Nashville.
Znacznie ciekawsze było obserwowanie, jak poszczególne kluby przygotowują się do kolejnego sezonu.
Edmonton wchodzi na przykład w kolejny etap swojej pogoni za Pucharem Stanleya z nowym trenerem Mikiem Babcockiem, przebudowaną defensywą i dwoma nowymi bramkarzami. Nad całą organizacją oczywiście nadal unosi się jedno nazwisko: Connor McDavid.
Winnipeg pod koniec miesiąca musiał natomiast zmierzyć się ze znacznie bardziej nieprzyjemną wiadomością – Connor Hellebuyck publicznie poprosił o transfer. W sierpniowym okresie bez meczów właśnie takie wydarzenia mogą zmienić przyszłość całego klubu.
Zdeno Chára pożegnał się tam, gdzie wszystko się zaczęło
Najpiękniejsza hokejowa historia miesiąca nie przyszła jednak ani z Kanady, ani ze Stanów Zjednoczonych.
Przyszła z Trenczyna.
21 sierpnia na Stadionie Pavola Demitry odbył się pokazowy mecz „Zee’s Final Shift”, podczas którego Zdeno Chára symbolicznie pożegnał się ze swoją karierą.
I było to pożegnanie godne jego nazwiska.
Do Trenczyna przyjechali byli koledzy z drużyn, przyjaciele oraz gwiazdy światowego hokeja. Hala była wyprzedana, a na lodzie nie zabrakło również synów Cháry.
Warunki były przy tym niemal komiczne. Z powodu wysokiej wilgotności nad lodem pojawiła się gęsta mgła, a według relacji bramkarze w swoim sprzęcie czuli się niemal jak w saunie.
Tym razem naprawdę nie chodziło jednak o wynik.
Chodziło o ostatnią symboliczną zmianę człowieka, który zdobył Puchar Stanleya, wygrał Norris Trophy, przez wiele lat był kapitanem Boston Bruins, ustanowił rekord NHL pod względem liczby spotkań rozegranych przez obrońcę i trafił do Hokejowej Galerii Sław.
Na zakończenie Chára zdjął łyżwy i w skarpetkach przeszedł przez szpaler hokejowych osobistości do szatni.
Niektóre sportowe chwile nie potrzebują tabeli ani statystyk.
To była jedna z nich.
FORMUŁA 1: Zandvoort dla Norrisa, domowy sen Verstappena zakończył się natychmiast
Formuła 1 przez większość sierpnia miała letnią przerwę i wróciła na tor dopiero w weekend 21–23 sierpnia.
Jeśli ktoś spodziewał się spokojnego przebudzenia po wakacjach, Zandvoort bardzo szybko pokrzyżował te plany.
Grand Prix Holandii odbywało się w formacie sprinterskim, więc kierowcy praktycznie od pierwszego dnia mieli bardzo napięty harmonogram.
Russell wygrał sprint
George Russell najpierw zdobył pole position do sobotniego sprintu, a następnie zamienił najlepszą pozycję startową na zwycięstwo.
Mercedes rozpoczął więc weekend znakomicie. Drugi finiszował Charles Leclerc w Ferrari, trzeci Lando Norris, a czwarty zespołowy partner Russella, Kimi Antonelli.
Max Verstappen zakończył sprint na szóstej pozycji.
Domowa publiczność oczywiście najbardziej czekała na niedzielę.
Właśnie wtedy przyszedł jednak szok.
Domowy wyścig Verstappena trwał zero okrążeń
Do głównego wyścigu z pole position ruszał Lando Norris. Za nim ustawili się George Russell, Kimi Antonelli i Oscar Piastri.
Max Verstappen startował z siódmego miejsca.
Jego holenderski wyścig zakończył się jednak praktycznie jeszcze zanim naprawdę się rozpoczął.
Oficjalne wyniki pokazują przy nazwisku Verstappena zero ukończonych okrążeń. Domowy bohater odpadł więc natychmiast, a pomarańczowe trybuny poznały ten szczególny rodzaj ciszy, który na torze wyścigowym pojawia się niezwykle rzadko.
Z przodu Norris kontrolował sytuację.
Kierowca McLarena wygrał przed Antonellim i Russellem. Mercedes umieścił więc oba samochody na podium, ale najważniejsze trofeum powędrowało do McLarena.
Lewis Hamilton zajął czwarte miejsce przed Charlesem Leclerkiem, natomiast Oscar Piastri był szósty.
Dla Antonellego drugie miejsce było kolejnym dowodem na to, że młody Włoch wyrasta na kierowcę zdolnego regularnie walczyć z absolutną czołówką.
Dla Norrisa był to niemal perfekcyjny weekend: trzecie miejsce w sprincie, pole position i zwycięstwo w głównym wyścigu.
A dla Verstappena?
Czasem organizujesz największą domową imprezę roku, a wychodzisz z niej jako pierwszy.
Sporty motorowe potrafią być brutalne.
MOTOGP: Marc Márquez wrócił do walki o tytuł
MotoGP spędziło większą część sierpnia na letniej przerwie i wróciło do rywalizacji dopiero w ostatni weekend miesiąca.
Ale zdecydowanie nie zrobiło tego po cichu.
MotorLand Aragón przyniósł kolejny rozdział historii Marca Márqueza.
Po trudnym powrocie po kontuzji aktualny mistrz świata stopniowo odzyskiwał formę, a Aragón pokazał, że jego ambicje nie ograniczają się wyłącznie do pojedynczych zwycięstw.
Márquez chce wrócić do walki o całe mistrzostwo.
Bezzecchi zdobył pole position, sobota należała do Márqueza
W kwalifikacjach najszybszy był Marco Bezzecchi na Aprilii.
W sprincie główną rolę przejął jednak Marc Márquez.
Natychmiast po starcie zaatakował, wyprzedził Bezzecchiego i zaczął kontrolować wyścig. Drugie miejsce zajął jego brat Álex Márquez, a Bezzecchi był trzeci. Lider mistrzostw Jorge Martín finiszował na piątej pozycji.
Márquez jeszcze przed niedzielnym wyścigiem odrobił więc część swojej straty.
A w niedzielę kontynuował atak.
Márquez wygrał również Grand Prix
Główny wyścig przyniósł kolejne zwycięstwo numeru 93.
Marc Márquez pokonał Pedro Acostę o 1,754 sekundy. Trzeci był Marco Bezzecchi, czwarty Álex Márquez, a piąty Jorge Martín.
Márquez wywiózł więc z Aragónu maksymalną liczbę punktów za sprint i Grand Prix.
I co najważniejsze: po tym weekendzie awansował na drugie miejsce w mistrzostwach świata, a walka o tytuł ponownie dramatycznie się otworzyła. Pierwszą trójkę klasyfikacji dzieliły po wyścigu zaledwie 24 punkty.
Jeszcze ważniejszy od samych liczb był jednak sposób, w jaki Márquez się ścigał.
Nie był to zawodnik zadowolony wyłącznie z powrotu na podium. Atakował, wywierał presję na rywalach i ponownie wyglądał jak Marc Márquez, którego przeciwnicy doskonale znają – i którego być może woleliby znać trochę mniej.
Pedro Acosta po raz kolejny potwierdził swoją szybkość drugim miejscem. Na pierwsze zwycięstwo w MotoGP wciąż czekał, ale kolejne podium pokazało, że jego obecność wśród najlepszych już dawno przestała być niespodzianką.
Aprilia miała w pierwszej piątce Bezzecchiego i Martína, ale właśnie Aragón pokazał, jak szybko może stopnieć przewaga w mistrzostwach.
MotoGP weszło więc w końcową część sezonu dokładnie w taki sposób, jaki kibice uwielbiają.
Zamiast wyraźnego faworyta mamy walkę.
A Marc Márquez właśnie kopnął w drzwi i oznajmił, że wrócił.
SIERPIEŃ 2026: MIESIĄC, KTÓRY OTWORZYŁ JESIENNE SPORTOWE HISTORIE
Sierpień zazwyczaj nie jest miesiącem, w którym rozstrzygają się mistrzostwa.
Jest jednak miesiącem, w którym zaczynamy przeczuwać, jakie historie będziemy śledzić jesienią.
W piłce nożnej otrzymaliśmy pierwsze odpowiedzi.
Arsenal rozpoczął obronę mistrzostwa Anglii bez straty punktu i bez straconego gola. Manchester City pokazał swoją tradycyjną siłę ofensywną. Liverpool natomiast ani razu nie wygrał, a Manchester United wyjechał z Hull z jednym z pierwszych poważnych policzków nowego sezonu.
Barcelona zdobyła czternaście bramek w trzech meczach i razem z Realem Madryt natychmiast zajęła miejsce na szczycie hiszpańskiej piłki.
Bayern wysłał Bundeslidze jasny komunikat pięcioma golami przeciwko Stuttgartowi, podczas gdy Leverkusen został pierwszą ofiarą entuzjazmu beniaminka.
We Włoszech na czele zebrało się kilku tradycyjnych kandydatów, ale Napoli zdążyło już się potknąć.
A PSG?
Francuski gigant po dwóch kolejkach nadal czekał na pierwsze zwycięstwo, podczas gdy Monaco miało sześć punktów na sześć możliwych.
Hokej czekał na prawdziwy początek sezonu, ale Cale Makar w międzyczasie przepisał finansową historię NHL, a Zdeno Chára w Trenczynie definitywnie zamknął jedną z największych karier, jakie wydał środkowoeuropejski hokej.
Formuła 1 zaoferowała w sierpniu tylko jeden wyścig, ale Zandvoort było tego warte. Norris wygrał, Antonelli stanął na drugim stopniu podium, a domowy bohater Verstappen nie ukończył nawet pierwszego okrążenia.
A MotoGP?
Tam być może wydarzyło się coś, co pod koniec sezonu będziemy wspominać jako jeden z kluczowych momentów.
Marc Márquez wygrał zarówno sprint, jak i główny wyścig w Aragónie i ponownie zgłosił swoją kandydaturę w walce o mistrzostwo świata.
Sierpień nie był więc finałem żadnej wielkiej historii.
Był raczej jej pierwszym rozdziałem.
A jeśli początek nowego sportowego sezonu o czymś nam przypomniał, to przede wszystkim o jednej starej prawdzie: przewidywania na papierze wyglądają bardzo mądrze tylko do momentu, kiedy sędzia po raz pierwszy zagwiżdże, zgasną światła startowe albo opadnie wizjer kasku.
Od tego momentu decyduje już sport.
I właśnie dlatego w kolejnym miesiącu znów będziemy oglądać.
Barcelona
Liverpool
Arsenal
Chelsea
Real Madryt
Manchester United
Manchester City
Bayern Monachium
Borusia Dortmund
AC Milan
West Ham United
Tottenham
Paris Saint Germain
Cristiano Ronaldo
Figurki SoccerStarz
Inter Milan
SSC Napoli
Newcastle United
Reprezentacja piłki nożnej
Juventus
FC Celtic
FC Everton
Lionel Messi
Lamine Yamal
Leicester City
FC Rangers
Aston Vila
Kylian Mbappé
Jude Bellingham
Erling Haaland
AS Roma
Bayer 04 Leverkusen
Lazio Roma
Fulham
Atletico Madrid
Neymar Jr
FC Sevilla
Athletic Bilbao
FC Porto
SL Benfica
Słynni piłkarze
Paul Pogba
Sunderland
Real Betis
Valencia
Sporting CP
MŚ 2026 (World Cup)
Robert Lewandowski
Mohamed Salah
Boston Bruins
Chicago Blackhawks
Pittsburgh Penguins
Reprezentacje hokejowe
Toronto Maple Leafs
Washington Capitals
New York Rangers
Vegas Golden Knights
Edmonton Oilers
Detroit Red Wings
San Jose Sharks
Seattle Kraken
Colorado Avalanche
New Jersey Devils
Los Angeles Kings
NHL produkty
Philadelphia Flyers
Anaheim Ducks
Montreal Canadiens
Florida Panthers
Tampa Bay Lightning
Nashville Predators
Winnipeg Jets
St. Louis Blues
Dallas Stars
Carolina Hurricanes
NHL pudełka
Calgary Flames
New York Islanders
Vancouver Canucks
Buffalo Sabres
Arizona Coyotes
Ottawa Senators
Minnesota Wild
Columbus Blue Jackets
Utah Hockey Club
Minesota North Stars
Hartford Whalers
Qubec Nordiques
Maseczki
Ferrari
Toyota Gazoo Racing
Red Bull Racing
Porsche Motorsport
Mercedes AMG Petronas
Formuła 1
Aston Martin
McLaren Honda
Hyundai Motorsport
Williams Martini Racing
BMW Motorsport
WRC championship
Alfa Romeo Racing
Alpine F1
Visa Cash App RB
Lamborghini
Stake Kick Sauber
Haas F1
Cadillac F1
Ayrton Senna
Hertz Team Jota
Audi F1
Valentino Rossi
Red Bull KTM
Francesco Bagnaia
Franco Morbideli
Tony Cairoli
Romano Fenati
Maverick Vinales
Alvaro Bautista
Marco Simoncelli
Ducati Corse
Marc Marquez
Jorge Lorenzo
Andrea Iannone
Cal Crutchlow
Niccolo Antonelli
Pol Espargaro
Bradley Smith
Troy Bayliss
Marco Bezzecchi
Andrea Migno
Fabio Quartararo
Jorge Martin
Aprilia Racing
Repsol Honda
HRC Honda
